To ja, rozumiesz, wchodzę naciukany jak sto pięćdziesiąt do domu, ta kurwa stoi w drzwiach, że niby późno, że niby ja znów naciukany, to ja jej "jeb" z liścia, jak nie przywaliłem. Pierdolę ją, trzymam się szafy, bo ona co sobie myśli, rozumiesz, że ja tak z własnej woli? Że ja nieumyślnie, rozumiesz, zapierdalam jak parowóz, kurwa mać, cały boży dzień w fabryce pod tym samym zegarem od dwudziestu pięciu lat? Rodzinę trzeba wyżywić, mówię ci. Że problem podobno, bo ja nie mam czasu nad nimi czuwać, rozumiesz. Stara pizda. Rzuca się tylko.
No i budzę się, rozumiesz, rano, kac taki, że jak wstawałem z łóżka to mało nie rozjebałem szafki z telewizorem, tak mnie rzuciło. Wchodzę do przedpokoju, patrzę, a ona leży we krwi cała, z rozjebaną głową, wbity ma wieszak w skroń, rozumiesz. Jucha po całym pomieszczeniu rozlana, smród, muchy się zaczęły już zbierać. Widocznie na tętnice musiała się nadziać, bo szlaczek był zrobiony i na suficie. No to ja sobie myślę, "o kurwa, ale impreza wczoraj była". No ale przestało być zabawnie, prawda, bo to w sumie ścierwo ludzkie mam na podłodze w przedpokoju. I ona leży. I śmierdzi.
To idę, prawda, otwieram balkon, prawda, łapę truchło za nogi, prawda, ciągnę ją do tego balkonu, no i pierdut ją, z ósmego piętra, na sąsiadki samochód. "A MASZ TY KURWO, ZA TO ŻE MI CUKRU POŻYCZYĆ NIE CHCIAŁAŚ TYDZIEŃ TEMU!" - się wydarłem na całe blokowisko, jak żoncia moja przyjebała w dach jej samochodu. Ci chyba nie muszę mówić, że gówno z auta zostało, szyby, panie dziejku, prysły rozumiesz na dziesięć metrów obok, a stara torba się wbiła prawie aż do asfaltu, kurwa taka siła była! Bo to ósme piętro!
Jak zaczęły wyć alarmy we wszystkich autach obok, no to mówię, przewietrzę chałupę trochę, bo jebie, śmierdzi, jakby skisłym czymś, nie? Poszedłem do lodóweczki, wziąłem piweczko, siadam przed telewizorkiem, prawda, włączam sobie meczyk, prawda, a tu walenie jakieś w drzwi, rozumiesz, dobijanie się. Ja otwieram, a tam człowieku sąsiedzie się pytają, co się kurwa dzieje i tak dalej. Przerażeni są, krew mam na mordzie i piwo w ręku, cały przedpokój pływa na czerwono, no to rzucają się na mnie, bić okładać zaczynają, piwo mi się wylało, rozumiesz!
Ledwo zepchnąłem Stróżewskiego spod ósemki z siebie, jak wziąłem łyżkę na buty, jak mu do gardła wsadziłem, tak uszami wyszła. Jeszcze dwóch położyłem, zanim policja wpadła i mnie gazem łzawiącym położyła. I tak tu się znalazłem, mówię ci.
- No. - Odpowiedział Józek Perkoz, bo współwięźniowie nie lubili, jak Stefan opowiadał swoje życie.
Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.
poniedziałek, 21 lipca 2008
No i rozumiesz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Aż to była jedna kurwa, dziwka, szmata, pizda, cipa zajebana.
(i na zakończenie anegdotka z koncertu Patyczaka:)
Osoby:
PT. - Patyczak, gitarzysta, grajek punkrockowy
PB. - publiczność
Akcja:
PT.: Na takiej ilości strun to ja wam mogę zagrać tylko jeszcze jeden kawałek! NO FUTURE!
PB: Oj!, oj!, NAPIERDALAJ!
Prześlij komentarz