Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

piątek, 11 stycznia 2008

[ dość żartów, kurwa. ]

I

Duży, ciemny pokój. Siada Główny Bohater, widocznie ukontentowany jakimś faktem. Wchodzi Miłosz, zajmuje jedyne wolne krzesełko (na drugim siedzi już Główny Bohater) przy stole. W pokoju nie ma nic, jest apeiron pustki, dwa krzesełka, stolik, myśli unoszące się w przestrzeni, że to niby świat stworzony z wody, albo z ognia, albo z liczby, albo z bezkresu właśnie. Cholernie mądre myśli, myśli ironicznie Główny Bohater, po czym wita się z Miłoszem. Niech sobie myśli myślą, przynajmniej robią dobry klimat pod pogawędkę.

Miłosz, jakiś taki zasapany, jakiś upocony, znerwicowany. Jakby całą noc, cały dzień ganiał za Bóg wie czym. Gdzieś na koszulce nie wiadomo czyja szminka, gdzieś w lewej kieszeni ulotki salonu tatuażu przy ulicy Grodzkiej, które mu w zamęcie srogiej zimy wręczył Japończyk w czapce-uszatce. Tu znów dziura na lewym kolanie, tu roztrzepane włosy blond, w ogóle wszystko nie tak. Odechciało się mu żartów. Tego Główny Bohater się nie spodziewał, że ktoś może do niego w takim stanie przyjść do niego w odwiedziny.

- Miło cię widzieć. - Zaczął nieśmiało Główny Bohater, bo od czegoś trzeba zacząć.
- Może miło, ale ja to sam nie wiem. - Odrzekł mu Miłosz, czyszcząc właśnie obie przegrody nosowe zużytą wcześniej i wytarmoszoną dokładnie chusteczką higieniczną, którą uprzednio wyjął z prawej kieszeni.

Obaj wiedzą, że o czymś trzeba porozmawiać. Wydawałoby się, proste - o życiu. Ale ile można rozmawiać o życiu, w kółko? Ta myśl denerwuje ich od dawna. No ale o czymś trzeba rozmawiać przecież. Jak już o życiu nie będzie po co rozmawiać, to w ogóle wszelkie tematy się skończą. Czemu zawsze o życiu najbardziej nam się chce rozmawiać w trakcie picia alkoholu, po wypiciu alkoholu, albo walcząc ze skutkami ubocznymi picia alkoholu?

- Chciałeś o czymś rozmawiać? - Zadaje głupie, prowokujące pytanie Pan Sytuacji, Główny Bohater Opowieści.
- Tak, o życiu. - Cha, cha, jakie to było do przewidzenia, myślą sobie Czytelnicy!

No to rozmawiajmy, myślą sobie Wszyscy. Wszystkich nie ma w tej opowieści, ukryli się za niewidzialną ścianą pokoju.

- Pomyśl sobie, Miłoszu, czego ci w życiu do szczęścia potrzeba, albo kogo.
- Kobiety, może. - Niechętnie odpowiada. Wyjmuje papierosa.

Tu gęsta cisza zbiera swoje żniwo, Miłosz się zamyśla, myśli o swoim życiu (po to w sumie przyszedł). Nie wie, naprawdę nie wie, czego mu w życiu do życia potrzeba. Może i kobiety, ale znając siebie (a siebie znał, bo kto ma znać Miłosza lepiej niż Miłosz) to i tak nie przejdzie, jak nie przechodziło setki razy do tej pory. Pamięta ów zamyślony Miłosz swoje poprzednie doświadczenia z płcią przeciwną.

II

Miłosz, że był człowiekiem raczej nie/standardowym, miał swoje upodobania i zboczenia. Znał je na tyle dobrze (bo kto je ma lepiej znać, niż sam on), że oddawał się im bez walki, gdy te go niosły na rękach by słuchać szesnaście godzin muzyki z czarnych, trzeszczących krążków, czytać po osiem godzin na dzień, albo pić alkohol, gdy nie powinien był tego wcale robić. No więc, Miłosz sie im poddawał, bo nie potrafił z nimi walczyć, albo wcale nie chciał. Dlatego wiedział dokładnie, jakich trzech pytań kobiecie nie należy zadawać. Mianowicie - o to, czy lubi alkohol, o trzy ulubione piosenki ostatnimi czasy, i o to jaką książkę właśnie czyta. To był dla niego taki wyznacznik osobowości, te trzy pytania były dla Miłosza o wiele bardziej miarodajne niż cała Freudowska psychoanaliza. Głupie, pomyślą sobie Czytelnicy. Otóż, Miłosz uważał zupełnie inaczej.

Właśnie w tym momencie zamyślenia Miłosz skanował pamięć w poszukiwaniu momentów obcowania z płcią piękną. O, cho, cho. Znalazł bezproblemowo. Pamięta dokładnie, jak to pewnego razu wiózł swoim samochodem, gdy jeszcze miał samochód, pewną pannę (zupełnie przypadkową, nota bene) i opierał się pokusie zadania trzech zgubnych pytań.
Nie wytrzymał, oczywiście.

- No więc, jakie są twoje trzy ulubione piosenki ostatnio? - Ze strachu połamał polszczyznę.
- Wiesz, ostatnio zachwycam się nową płytą Nikelbeka..

Pisk opon, szał na drodze. Samochód staje gdzieś w lesie za miastem. Przerażona niewiasta, że nie przypięła się pasami, rozkrwawia sobie nos o tapicerkę Miłoszowego pojazdu.
- Wypierdalaj - Wrzeszczy Miłosz, otwiera drzwi, wypycha pasażerkę. Na nic zdają się prośby, groźby, płacz, krew na niewieściej twarzy. Wypierdalaj i już, nikt nie będzie mówił w Miłoszowym samochodzie o Nikelbeku, kurwa mać.

Kolejnego pięknego razu, wiezie Miłosz kolejną pannę, tym razem umawia się z nią po raz któryś już z rzędu, ma na nią zwierzęcą ochotę, ale oczywiście chore nawyki się ujawniają. Analogicznie, odwozi ją już do domu, ale nie może się powstrzymać, nie może, walczy z sobą, wie do czego to doprowadzi.
Nie wytrzymał, oczywiście.

- No więc, lubisz alkohol? - Drżącym głosem zapytuje, dziewczyna odwraca się, spogląda na niego pięknymi zielonymi oczami, trzepoce rzęsami wywołując mrowienie w kończynach Miłosza.
- Tak, lubię piwo. Wódki nie pijam, bo za bardzo mnie masakruje na drugi dzień.. Co wieczór dwa piwa wypić lubię.

Jezus Maria! Lubi piwo! Miłosz z zachwytem patrzy przed siebie, dziękując Demiurgowi, że skojarzył ich ze sobą! Wódki nie pije, ale to nic. To nic, zaprawdę!

Przytrzymuje z zachwytem dziewczęcą dłoń na skrzyni biegów, wrzuca czwórkę i z uśmiechem na ustach jedzie przez chińską dzielnicę. Radość jego nie trwa jednak długo, kolejne pytanie czeka w kolejce. To się ma ku końcowi, jak zawsze, myśli sobie. Ale! Kto nie ryzykuje, ten ponoć nie ma, cha, cha.

- Kotku, a lubisz czytać? - Pyta drżącym z wrażenia głosem. Zamyka oczy, nie wie czego się spodziewać.
- Tak, jasne. - Odpowiada spokojnie piękność z prawego siedzenia.

Boże drogi! Kobieta - demon! Jezus! To takie jeszcze istnieją! Z zachwytu Miłoszowi robi się cieplej na sercu, zamyka oczy, chciałby wyrazić jakoś swój zachwyt, ale nie może, prowadzi przecież!

- A jaką teraz książkę czytasz? Jaką?! - Niemal wrzeszczy z zachwytu.
- No wiesz, jestem w połowie drugiego tomu Harego Potera...

Pstryk! Pryska czar! Pisk opon, szaleństwo na drodze. Samochód zatrzymuje się obok chińskiego baru, mało nie potrącając jakiegoś psa, na chodnik wypada piękna dziewczyna z zakrwawioną twarzą.
-Wypierdalaj! Wypierdalaj, kurwa mać! - Nie da się nie usłyszeć wrzasku towarzyszącego temu zajściu. Samochód odjeżdża równie szybko, co się zatrzymał. Dziewczyna leży na ziemi, udając nieprzytomną. Pokrywając chodnik własną juchą, nie kryje zdezorientowania. Przecież było tak miło.

- To wszystko daremne, do chuja. - Ostatkiem sił wykrzykuje sam do siebie Miłosz. Nie pomaga bicie zaciśniętą dłonią o kierownik.

III

Ciszę przerywa dźwięk otwieranego piwa.
- Chyba wszystko jasne. - Mówi z nieukrywaną satysfakcją Główny Bohater, pociągając łyk trunku.
Miłosz budzi się jakby z letargu. Wyjmuje papierosy.
- I tak, proszę pana.. - Mówi, odpalając lighta. Potrząsa dłoń rozmówcy, wychodzi przez i tak niewidzialne drzwi.

Główny Bohater uśmiecha się do siebie, wypija piwo, siada i czeka z utęsknieniem na kolejnego rozmówcę.

Brak komentarzy: