I
[a]
Każdy ma jakiegoś przyjaciela. Bo każdy jest przecież taki jak wy, drogie dzieci, a wy macie przyjaciół. Pomyślcie sobie teraz o swoim przyjacielu, tak jak myślał o swoim przyjacielu mały Marcinek.
Mały Marcinek to był bardzo miły chłopczyk - taki jak wy i mniej więcej w waszym wieku. Miał osiem lat, blond włosy obcięte na grzybka i duże zielone oczy. Ubierał się właściwie jak wszyscy jego rówieśnicy - nosił jeansy i koszulkę, bo rodzice nie pozwalali mu się ubierać jak oni, w garnitury. Zawsze czuł się za dorosły jak na swój wiek i bardzo chciał szybko być taki jak Mama i Tata. Wszystkie dzieci w szkole śmiały się z niego, bo chciał być taki dorosły. Ale on mimo wszystko chciał.
[b]
Marcinek był grzeczny, bardzo lubił czytać i pisać. Jego ulubionymi przedmiotami był język polski i geografia. Bardzo chciał tak dużo przeczytać, żeby być takim mądrym jak mama, dlatego pilnie odrabiał lekcje. Poza tym bardzo ładnie czytał z podziałem na role, umiał ładnie czytać na głos, nauka tego przychodziła mu bardzo łatwo, dlatego rodzice nie musieli mu nigdy pomagać akurat w nauce polskiego. Poza tym, zawsze widział wieczorami Mamę czytającą na fotelu, więc chcąc nie chcąc też czytał. Miał mądrą Mamę.
[c]
Chciał być w przyszłości geografem - interesowały go zwierzęta. Chciał poznać je wszystkie, żeby móc odkrywać nowe światy. Najbardziej lubił te książki o Afryce, które kupowała mu ciocia. Zawsze dostawał z geografii co najmniej czwórki od Pani wychowawczyni, którą tak lubił.
Pani wychowawczyni, to była poważna, ale zawsze uśmiechnięta pani - miała kasztanowe, krótkie włosy i czasem nosiła okulary. Była o wiele większa od dzieci z klasy Marcinka - bo przecież dorosła - zawsze wszyscy patrzyli na nią z podziwem i do góry. Wszyscy ją bardzo lubili, bo potrafiła mobilizować dzieci do nauki i bawić się z nimi za razem. Ale Pani była dobrym wychowawcą - potrafiła przytulić jak komuś nie wyszła klasówka z tabliczki mnożenia i zganić, gdy ktoś na to zasłużył.
[d]
Miał niewielu przyjaciół, bo czuł się zbyt dorosły i dobrze się uczył. Poza tym nie widywał się z innymi dziećmi ze swojej klasy tak często, jakby tego chciał, bo mieszkał razem z Mamą, Tatą i Babcią - strasznie daleko. (tak naprawdę, nie była to wielka odległość, ale dla ośmiolatka wystarczająca, żeby rodzice nie wypuszczali go po 18 z domu.) Gdy poszedł do gimnazjum nie rozumiał niektórych słów, którymi posługiwali się koledzy, bo były młodzieżowe, a Marcinek siedział w domu z rodziną, odrabiał lekcje, albo bawił się na placu z dziećmi z ulicy, i takich słów nie słyszał. Ale po kolei.
[e]
Pewnie pomyśleliście już o swoim przyjacielu, bo Marcinek to zrobił już dawno. Stanął sobie pewnego dnia na szkolnym korytarzu, jak prawie zawsze sam, i pomyślał sobie o swoim kochanym psie. Pies miał na imię Bobik, a Marcinek znał go odkąd pamiętał cokolwiek. To był pies Taty, bo do Taty lgnęły zawsze wszystkie zwierzęta. I Bobik zawieruszył się gdzieś, przybłąkał się do domu Marcinka jako mały szczeniaczek, gdy Marcinka jeszcze nie było na świecie.
[f]
Bobik był stosunkowo mały. Wyglądał jak mieszanka mopsa z jamnikiem, albo z jakimś innym niskopodłogowym psem. Miał mądre oczy, a sierść barwy niemalowanego tynku. Marcin uważał go za mądrego psa, bo ten nigdy nie obgryzał drzwi, jak państwa nie było w domu, ani nie nasikał pod kwiatek, gdy Tata zapominał go wypuścić na podwórko. Marcin był z Bobikiem bardzo zżyty, bardzo lubił się z nim bawić, a pies z małym Marcinkiem. Nawet wtedy, gdy był już stary, a warto wiedzieć, że w tym momencie, o którym mówimy - był.
II
[a]
Był zimny październikowy dzień, gdy Tata wypuścił psa (a właściwie wykopał na zbity pysk futrzaka na chodnik przed domem), zatrzasnął drzwi i poszedł dalej sączyć mocny alkohol, mimo nerwów "ukochanej" drugiej połowy. Bobik poszedł, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co, bo była taka ulewa i taki wiatr. Zgubił się, w rezultacie lądując w mieście, w chińskiej dzielnicy. Przechadzał się, strudzony wędrowiec, gdzieś za tanią knajpą z chińskim syfem, gdy żądny zysku chińczyk - kucharz od ośmiu boleści, podniósł go za głowę i wrzucił do worka. Bobik jeszcze żył, gdy go smażyli, a Pani wychowawczyni, której przyniesiono pysznie podane mięso z kurczaka w ryżu, delektowała się cudownym smakiem dalekowschodniej kuchni.
[b]
Bobik, drogie dzieci, miał "przejebany żywot", jak sam go w psim języku nazywał. Mając dwadzieścia psich lat, pił już mocną whisky swojego pana, którego nazywał w swoich psich myślach "skurwysynem". Najpierw, pozostawioną na stole po ciężkiej libacji butelkę zrzucał na ziemię, by się rozbiła. Ciągnął zębami za obrus, i w końcu zlizywał trunek z parkietu. Mocny był, więc Bobik zagryzał marchwią, którą nie wiadomo po jaką cholerę, Pani (którą nawet lubił, bo głaskała czasem) zostawiła w jego misce.
Mając psich lat czterdzieści, był panem dzielnicy. Wszystkie kundle się bały jego i jego wyłupiastych oczów, tego psychodelicznego wzroku. Psiarnia spieprzała przed Bobikiem, moi kochani, bo ten zazwyczaj napity i zazwyczaj wkurwiony, gonił, bił i gryzł tych, którzy się nawinęli. W wieku psich lat pięćdziesięciu ośmiu miał zwyczaj kłaść się gdzie bądź i czekać na śmierć, która nie chciała go odwiedzić. W wieku psich siedemdziesięciu jeden lat, wyrzucony za rozbicie kolejnej whisky i zarzyganie marchwią podłogi poszedł szlajać się za tanimi psimi kurwami na chińską dzielnicę. Żył jeszcze, gdy wrzucali go na głęboki olej, żył też gdy odrywali jego przesiąknięte Jasiem Wędrowniczkiem flaki od psiej skóry - a myślał sobie wtedy, "Psi bogowie, jak dobrze, że to już koniec - tego, kurwa, gnoju."
[c]
Ponieważ był od urodzenia skurwysynem, odbił się Pani wychowawczyni czkawką.
[d]
"Pomidorowa była dziś całkiem ok." - pomyślał Marcinek, i dawno już zapomniawszy o oddanym niegdyś przyjacielu, wrócił do skazanego na szydziw i kłamstwa żywota dzieciaka z zielonymi oczkami.
6 komentarzy:
Kuźwa, no dobre to jest :D
"Psi bogowie, jak dobrze, że to już koniec - tego, kurwa, gnoju."
:D
Uchachałam się jak nigdy.
Btw... błędy ortograficzne są częścią artystycznego zamysłu? ;]
Naprawdę dobre, ale nie sprzeda się jako bajeczka dla dzieci ;)
- ja znalazłem dwa, a ty?
- myślę, że mam szansę rywalizować z Nowymi Przygodami Mikołajka.
i hój
Prześlij komentarz