Trudno się rozmawia w zatłoczonym, hałaśliwym pociągu. Tam ze sto czterdzieści osób było na metr kwadratowy, wszystkie hałasowały razem z nim, wszystkie równie spocone, wszystkim równie niewygodnie i gorąco, bo okien się nie dało pootwierać. Gonili na ten pociąg jak harty, wszyscy, a spoceni byli już na długo przed wejściem na peron, nie mówiąc o wskakiwaniu do pociągu. A ten jak na złość przyjechał tego dnia punktualnie jak w Londynie. W myślach wszyscy wyzywali, że mu się, skurwysynowi, zegarki pomyliły, że zamiast swojego wziął szwajcarski jakiś. Nie ma tego złego – połudzili się momencik, minuteczkę, że oto wcale nie żyją w małej wsi obok Europy.
Biorąc głęboki wdech spoconym powietrzem starał się, tak dla odstresowania, myśleć o niebieskich migdałach w tłoku. Jak na złość nie mógł, migdały nie chciały się myśleć – piękne za nadobne wyświadczyły im za to inne myśli. A to o tym jak zbierał liście w trzeciej klasie podstawówki, a to o tym jak miał ochotę na kawę piętnaście minut temu. Nie, kurwa, niebieskie migdały to nie był dobry pomysł - do końca dnia ładniej było mu w czerwieni.
Szmata, dziwka. Kurwa. Człowiek w całej swojej naiwności myśli, że życie się do niego w reszcie uśmiecha, że nagle panteon gwiazd zaprasza do walca na krużgankach swych zamków. A to były kolejne latarnie zza szyb autobusu i wielki kac nazajutrz. A to była jesień, której chaos wdzierał się do serc. A to był październik i listopad. W grudniu też była jesień, bo nie było ani grama śniegu. A dziś było nazajutrz.
(..) ...A może gdyby ludzie nie gadali za plecami? Może gdyby nie podglądali z zazdrością jak się rączkami muskaliśmy po rączkach? Wszyscy wiedzieli. A.. a kolejny wdech mokrego azotu z tlenem i natłok wariactw w ostatnim życiu, od którego uciekał pociągiem 18:29, spowodowały nieunikniony odruch.
1 komentarz:
No cóż. Współczuć mu.
Prześlij komentarz