To wszystko ten brak czasu, wiesz, piękna? To wszystko ten brak czasu, te szachy, to wszystko. Pion na D4, toczy się niby po staremu, ale pion na E5, dla pewności. Pod szarą kołdrą nocy (jak piękna jest noc!) oddychasz cicho w tej agonii, cicho - coraz słabiej. Muszę Cię zamatować, muszę. Pałam żądzą wygrania czegokolwiek. Sport uzależnia, wiesz? Skoczek na A3.
Kurewska gra (albo królewska, nie ciągnij mnie za słowa.) Mówisz, że pijaka się nie zaczepia - wolne żarty. Laufer na F4 i więcej nie denerwuj mnie w środku nocy, bo masz do tego predyspozycje ostatnimi czasy. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że świat lubi mi robić takie rzeczy na złość. A to ci świat, wredny.
Czemu smutny ptaka śpiew musi zmącić ten dzień? Wygrywam, wygrywam! Już w moich rękach jest twoja Królowa, Skoczek, trzy Piony. Ty masz tylko moją Wieżę, słaba to karta, zaiste. Musisz się starać, bo chyba odpuszczasz tą partię, tak jakby miał nadejść czas rewanżu. Wolne żarty. Bardzo wolne, widocznie stosują się do ograniczeń.
Opisać ci pewną impresję? O, opowiem ci o swoich odczuciach, tak żeby było się z czego pośmiać w towarzystwie. Weź mnie przytul, kup rękawiczki, bo nikt tego nie chce zrobić, pocałuj mnie z szyjką, bo jeśli pamiętasz ze mną jak z dzieckiem (za rączkę i do baru), i już, i chyba mi to wystarczy. Oryginalnie, prawda? Nie, dalej nie palę. Cholerne przecinki. Królowa na G8. Szach.
Chwal się, jak to ci niedobrze, chwal. Powiem tylko - inni mają gorzej, inni mają jeszcze gorzej. Inni już dawno zostali zapędzeni w kozi róg, ja cię dopiero do tego rogu zapędzam - tylko wytrzyj buty w wycieraczkę, umyj zęby i wyprasuj spodnie starym żelazkiem, które tak brudzi deskę, siądź wygodnie w różku na klęczkach i czuj się jak u siebie w domu. Bijesz mi piona. Uratowałaś się.
Nie mam czasu poprawiać swoich myśli po stodwadzieściasiedemtysięcy razy w programie od Microsoftu, swoich elaboratów od siedmiu nawet boleści, żeby ładnie wyglądały w ramkach na każdej ścianie. To nie jest kurwa pokaz mody. Jestem człowiekiem zapracowanym, na Boga, na Bogów, na wszystko, na cholerę. Kończmy to - nie trujmy się dalej jadem ze starych ukąszeń - raz na zawsze powiedzmy sobie to co sobie już raz na zawsze powiedzieliśmy sześć razy. Pstryk. Nie masz drugiego Skoczka. Kończmy tę farsę.
Laufer na D7.
Szachimat.
Pstryk! I już cię nie ma. Pstryk! I już was nie ma.
Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.
sobota, 3 listopada 2007
[szachimat/ichuj^2]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz