Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

poniedziałek, 5 listopada 2007

[autobusy i tramwaje/my house is my castle]

Wychodząc z domu, bez czapki, bez codziennej nadziei, bez wszystkiego, jak zawsze ponurozimno, jak zawsze się spóźniając, jak zawsze wszystko jak zawsze, aż do plus nieskończoności, zapomniałem czapki w ponury dzień, spóźniłem się na tramwaj, czyli znów było jak zazwyczaj i chyba tak będzie jeszcze długo.

Nic się nie stało, ostatnio dom jest moją twierdzą, ulica moim polem bitwy, więc zacząłem wnioskować, choć było ponurozimno i bezochoty. A ponieważ wszystko wchodzi w grę (bo to bardzo ciekawa gra!), zagrałem z Panem Bogiem w skojarzenia, w objaśnianie. Wygrał nie stawiając się na starcie, oczywiście, bo jakże by inaczej, jakże by inaczej skoro to On to wszystko pochytał i pokojarzył i objaśnił jako pierwszy i nie kazał mi w to uwierzyć, tak jak oni, co tłuką to do naszych psich głów. Więc nie uwierzyłem.

Spytałem po raz piętnasty w ponurozimny poranek z urokiem oczu pięcioletniej dziewczynki w oczach - "A to? A tamto, Panie Boże?" I nic nie odpowiedział, bo zamyślił się widocznie i do tej pory nic się nie odezwał, siedzi pewnie zamyślony. Jak to możliwe, że ja pytam, a ktoś nie odpowiada? Przecież mówią, kładą do psich głów i kurzych móżdżków, że zawsze ktoś odpowiada jak się ktoś pyta, bo tak mówi savoir vivre, a ponoć jak się długo do Niego myśli, to powinien w końcu odpowiedzieć. Ale nie chciał, widocznie - siedzi zamyślony.

Są rzeczy nurtujące na tym świecie i podobające się. Podobający się jest autobus z olbrzymim napisem "kombinat" na froncie, na afroncie. Zapytałem po raz szesnasty, mimo braku odpowiedzi, "A co to?", a zastałem zamiast responsu milczące niedopowiedzenie. Po raz siedemnasty przekląłem cholerny świat i sam zacząłem się domyślać w myślach. Milcząco obmyślałem znaczenie ciekawych słów, na chodniku, w ponurozimny dzień. Co to oznacza, to? Pragnąłem znaczenia słów na chodniku.

Że wszystko pokombinowane? Że wszystko się układa w autobusie? Że jak wysiąść, to trzeba zacząć kombinować? Że trzeba kombinować jak wsiąść to skomplikowanego autobusu?
Że kombinat, to tkanka, a ja jestem komórką?

Spragniony, wróciłem do domu, bo dom to moja twierdza.

Brak komentarzy: