Chcieli mnie na siłę kołysać. I oni, rozumiesz, namawiali mnie cały wieczór do tego, żebym czuł się źle, co wyprowadzało mnie z równowagi. Jęczeli nad uchem, walili pięściami w ściany, robili echo, co wyprowadzało mnie z równowagi. Nawet piwo za złotych pięć, groszy pięćdziesiąt, przesiąknięte było wodą i posmakiem cynamonu. Czyli, po prostu, że niefajnie, że marudnie jakoś, że niebiesko i czarno, że co złego to nie ja, że niby śmiejmy się (bo co nam zostaje), że niby za dużo przecinków. A feralny smak cynamonu pozostał na resztę marnego wieczora. I to straciło mój czas, bo przez cały cynamon siedziałem sam, z tymi, co to podobno nie ich winą hiroszima. I to wyprowadziło mnie z równowagi, w ten feralny smak cynamonu.
Mam trzy kropki do powiedzenia.
To pa. Twój kochający.
Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.
czwartek, 25 października 2007
[cynamon]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz