Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

poniedziałek, 22 października 2007

[coś ty, kotku, miau?]

- Miauem Ci ja mleczko, ale mi się zsiadło. Ot, rapowa piosenka - kawałek dwudziestopierwszowiecznej opery, taki pop art, tego pono nikt nie rozumie. Jak to mawiają, "koniec tumana, który zero mózgu ma!", i dlatego się tłumacz, futrzaku, kotku mruczusiu, powiedz, coś ty miau?

- Miauem Ci ja Rzeczpospolitą, ale bardzo się rozdróbniła swego czasu. Nagle doszło do planowanego odstrzału pasożytów i w jeden dzień POzytywna propaganda stała się modna. Miauem obawy, strach przed oczyma, o wszystko i o siebie samego. Miauem obawy, że to niby ostatnia niedziela, że czeka nas emigracja od Wydarzeń w głąb sedesu z naszymi wyobrażeniami o otoczeniu (bo tam ich miejsce, bo do tego się nadają.) Ale już lepiej/gorzej! Chyba tak/nie!
Już jestem spokojny, już, już. Bo przecież jeszcze Polska nie zginęła.

- Miauem podobno życie osobiste. Wiesz, uczucia, takie tam - wyrobioną markę, cholerny dekalog praw i obowiązków poza który wstyd było wychodzić, wiesz, że niby miałczałem głową, a nie plecami, że niby rozsądny, że ułożony, że coś tam. Jednak ci ufać przestałem, położyłem nacisk na co innego, moja książeczko do codziennej modlitwy. Mówi się, że uczucia dojrzewają jak wino - czym starsze, tym lepsze - większy bukiet, magia smaku. Czemu moje dojrzały jak mleczko?
Nawet kakałka się z tego zrobić już nie da.

- I budzę się rano, a tu słońca brak! I kto żyw, ten dziw. Kto dziw, ten nie lubi dziw. Kto żyw, ten szuka diw. Więc mówię "miau" i uciekam, i siedzę w kąteczku, albo leżę jak kuleczka.
I tutaj finał - taka krótka pioseneczka o zabarwieniu erotycznym.





Każdy kotek ma swoje miau.
A ty, coś ty, kotku, miau?

Brak komentarzy: