Tak po prostu, lubią kiedy wszystko jest bardzo na luzie, albo w dupie. Ci wszyscy nasi pseudokoledzy, te antykoleżanki, oni wszyscy najprawdopodobniej są szczęśliwymi ludźmi, jeśli chodzi o poglądy na świat. Bo przecież tak mało od niego wymagają.
Nie, nie muszą się przejmować studiami, robotą po osiem godzin codziennie w biurze, pracą domową z matematyki, wyprowadzeniem psa (w sumie, to niech się posra na dywan), czy brakiem seksu od ostatniej soboty. To całe słuchanie Boba Dylana po nocach, to nie żadna ekstrawagancja w przypadku tych naszych znajomych, oni tak po prostu mają. Mogą sobie podśpiewywać Czarna Madonno na przemian z Nie Ma Litości Dla Skurwysynów, chodzić na sumę co niedziela i nosić długie włosy na raz bez żadnych manii prześladowczych, że niby ktoś wytknął palcem, że niby ktoś się podśmiewa.
Bo wszystko jest piękne, jeśli czytasz książki które cię interesują, jeśli słuchasz muzyki, która cię interesuje, jeśli ściskasz się z ludźmi z którymi masz ochotę, a nie z którymi wypada się ściskać. Fajnie jest nawet wtedy, kiedy nie spotykasz się z jakimkolwiek zrozumieniem ze strony osób z którymi przebywasz na co dzień. Uczucie, że jesteś x, jest najmilsze na świecie, porównywalnie nawet fajne ze zwielokrotnionym orgazmem. I to właśnie dziwnie urodzone uczucie potęgują, mówiąc sobie - "ja jestem x, ty jesteś y, ale to ja jestem najfajniejszym iksem na świecie, kiedy igreków twojego pokroju wala się wszędzie na pęczki." I już, i tyle - cała filozofia. Jakie to proste, o naturo przebrzydła.
Borykanie się z problemem złudności myśli ludzkiej za to przeraża. Okazuje się, że wystarcza jedno zdanie, jedno pstryk! i już nas może nie być. I pada przypuszczenie, że może lokata była zła. Potem wymażemy swoje wspomnienia, skasujemy numery telefonów, zapomnimy gdzie mieszkamy - i koniec wszelkiej historii. Dobrze, że mamy jeszcze tacy jak Albert, choć to może być równie smutne, co pożyteczne. A może my wymagamy za dużo od naszego świata?
Pstryk!, i już mnie nie ma. A Albert pozostał.
(znowu piszę językiem, którego nie lubię.)
Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.
sobota, 20 października 2007
[pstryk! i już mnie nie ma.]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz