Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

niedziela, 12 sierpnia 2007

Kraków jest jak crack.

Nie wiem skąd ten irracjonalny zbieg okoliczności, ale coraz więcej ostatnimi dniami spędzam czasu w mieście, w którym będę musiał spędzić go przynajmniej więcej-niż-bym-chciał.

Dlatego zaprawdę powiadam - Kraków jest jak crack. Kraków jest jak heroina. Najpierw ci się podoba, najpierw chłoniesz całym ciałem. Każda żałosna komórka, każdy pieprzony neuron i receptor twojego ciała przyjmują z satysfakcją aromat i klimat miasta królów polskich. Czujesz się, że znów użyję kolokwializmu, fajnie, bo przebywasz w najbardziej snobistycznym mieście w tym cudownym kraju.

Ja spędziłem swój czas na obiedzie z przyjaciółmi właśnie tam. Stąd, po spędzeniu prawie całego dnia stukając obcasami po krakowskim bruku, naszła mnie refleksja o uzależnieniu. Obiad był niezwykle smaczny, obiad był wspaniały. Klimat starego Kazimierza również. Ale mam dziwne wrażenie, że po pewnym czasie ów galicyjski przepych i (obym się mylił, Panie Boże) zadufanie dotkną mnie do żywego. Wydaje mi się, że będę chciał z Krakowa uciec jak najdalej, że uduszę się w (tu: słowa pewnego poety) "smrodzie Galicji". Ten smród to oczywiście ogromna przenośnia, chodzi mi raczej o specyficzny klimat. Nie chcę nikogo urazić.

Na razie Kraków jest jak crack. Ciekawe kiedy przestanie.

postscriptum

Ciekawe "czy" przestanie.

1 komentarz:

maszkiew pisze...

Póki co - jest najlepszym "dużym miastem", jakie znam. Bo jest jedynym "dużym miastem", w którym naprawdę łatwo jest uciec od smrodliwej, hałaśliwej i pędzącej nie wiadomo dokąd - istoty "dużego miasta". Ale to tylko moje zdanie.