Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

niedziela, 29 lipca 2007

piwo, wino, wódka, jazz

Przychodzi taki czas w życiu ślimaka, że trzeba pić. Ja to uskuteczniam. Mój tryb życia na to pozwala - bez wyraźnej nadwagi, bez papierosów. Ale pić - piję.

Wódka to same problemy nazajutrz. W takich momentach dochodzę do wniosku, że jestem zmęczony. Po prostu męczy mnie wszystko, to całe picie i trzeźwienie, ci ludzie z którymi piję, a na których na trzeźwo patrzeć nie mogę, ci "nowi znajomi" od kufla, te całe inne bzdury. Gorzej, jak komuś się zachce poważnie porozmawiać po przyjętej już zacnej ilości. Wtedy wypada z nim poważnie porozmawiać, a mnie to męczy.

Wódka, to powinna być odskocznia od myślenia, zabijacz problemów, wspomagacz zabawy. Nawet do tego przestała mi służyć. Coś, kurwa, nie tak.

Brak komentarzy: