Czy to całe picie na pokaz nie jest jak rosyjska ruletka? Siadasz z trzema pozostałymi uczestnikami gry, miła gadka i gra się zaczyna. Gracie o życie. Krupier stawia rewolwer, w tym wypadku pusty kieliszek. Emocje zaczynają sięgać zenitu, rewolwer zostaje naładowany pięćdziesięcioma mililitrami nieskazitelnie czystego naboju. Strzał.
Wygrałeś.
Następny.
Strzał.
Wygrał.
I kolejny.
I tak dalej.
W końcu któryś z Was przegra, pełna komora okaże się zabójcza. Nabój rozsmaruje mu mózg na stole, zwróci go przez usta, a sam wyląduje na blacie twarzą we własnych wnętrznościach. Potem będą się z niego śmiać, że cha cha cha, bo przegrał jako pierwszy, że trzeba mu było zapewnić szybki pochówek w zaciszu domostwa, że to, niby, narobił sobie wstydu przy wszystkich przegrywając jako pierwszy.
Ale to że pierwszy już przegrał, nie znaczy, że gra nie zostanie kontynuowana, ależ skąd.
Grać będziecie dotąd, aż wszyscy pozdychacie, zastrzelicie się w głowę, bo o głowę tu chodzi.
Wyjaśnij mi tylko, bardzo Cię proszę, sens tej bzdury.
Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.
niedziela, 29 lipca 2007
gramy o życie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz