Bo picie wódki jest, drodzy państwo,
jak procesja kościelna -
przejdzie z hukiem
nabałagani (w głowie), zniknąć nie chce
z horyzontu
i nic z tego nie ma.
I trzeba potem uciec
zniknąć na chwilkę,
by myśli przebrzydłe
wróciły po burzy na miejsce.
Pewnie to fatamorgana jakaś.
Pewnie nie jedna burza przez
głowę przejdzie.
Pewnie nie jedno gradobicie,
nie jedna wichura.
Niejedna nawałnica
porozrzuca uczucia, rozpierdoli
myśli w drobny mak
i zostawi nazajutrz
okropny ból głowy i posmak w ustach.
I pomyśleć, o ironio,
że to wszystko tylko po to,
żeby przestać myśleć.
Odejść, odsunąć się, zwinąć w embrionalną kulkę.
Ale picie wódki, jest drodzy państwo,
jak procesja kościelna.
I choć mnie religii za grosz,
zamiast do kościoła
na tą procesję uczęszczam regularnie.
Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.
niedziela, 29 lipca 2007
pierwszy wiersz od dawna.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz