Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

sobota, 3 maja 2008

[dumka na dwa serca]

Główny Bohater nie miał w zwyczaju odkrywać rzeczy nowych. Paramyślicielstwo go oczywiście przytłaczało, oczywiście miał w prawym ręku papierosa i oczywiście piwo w lewej. Oczywiście, jak na Głównego Bohatera każdej opowieści przystoi, siedział w pewnym pokoju z pewnymi ludźmi – w pokoju, w którym miała się zarysować akcja. Patetycznie, do cna.

Więc siedzi tak, samotny, chory człowiek, małym pokoju. W pokoju, w którym nie ma za wiele, ale jednocześnie mnóstwo rzeczy się znajduje. Otóż na około jego głowy – książki, wszędzie książki. Obok, łóżko, a przed nim okrągły stolik. Gdzieś w kącie lodówka i radioodbiornik z poprzedniej epoki. Gdy podniósł głowę znad papierosowego dymu, oczywiście pokazała się twarz adwersarza, oczywiście w fundamentalnej rozmowie. Bo wszystko jest oczywiste, myślał. Oczywiste, że musisz wstać i oczywiście, że musisz coś jeść. Bezapelacyjnie masz obowiązek pracy, bo inaczej nie wsadzisz nic do garnka za wyjątkiem własnej ręki do łokcia. Oczywiście, że powinieneś założyć rodzinę, bo to przecież nie wypada. Z całą pewnością trzeba czasem wyjechać na cudowne wakacje, żeby się pochwalić przyjaciołom, jeśli się ich ma. I oczywista, że wakacje te będą koszmarne, bo to wszystko się dzieje tak dla zasady.

Siedzi tak, palacz, alkoholik, dewiant – i duma. Dumka zaiste jest na dwa serca, jak w tej koszmarnej piosence, bo jego kontrrozmówca duma razem z nim, a duma mądrze. Więc rozdmuchuje nad sobą dym, jak to ma w zwyczaju, skutkiem czego pokazuje się twarz osoby z naprzeciwka, a dziób raczej. Żeby było weselej, nikt się nie ma prawa na takie stwierdzenie obrazić, gdyż ptaki posiadają dzioby, a rozmówcą Głównego Bohatera jest nie kto inny, jak najprawdziwszy ptak. Nie ptak zwyczajny, o zgrozo, nie wróbel, kawka, czy dzięcioł. Była to Sowa, najmądrzejszy ptak, choć może niezbyt pięknie upierzony. Ten ptak był Sową w każdym aspekcie i z każdym przesądem jego dotyczącym. Sowa mądra głowa, Sowa cicha, Sowa słuchająca, Sowa psycholog. Takiego rozmówcy Główny Bohater potrzebował.

Siedzieli w półmroku, wokół wirowały cudze myśli, od których oboje chcieli się uwolnić. Po godzinach ciszy pada pytanie.

- Czy istnieje prawdziwa ludzka empatia?

Główny Bohater pogrąża się tu we własnych myślach. Wie, że nie może pomóc sobie tylko pomagając innym, wie że za dużo empatii zabija i obraca się przeciwko człowiekowi nią emanującemu. Myśli około kilkunastu minut, siada na kancie krzesełka bokiem do Sowy. Wiadomo, nieładnie postępuje, bo nikt nie lubi jak się do niego bokiem siada, czy plecami. Zwłaszcza Sowy – takie mądre, schematyczne sowy, znające odpowiedź na każde nurtujące pytanie. Ale to Główny Bohater miał dziś odpowiadać, a ptaszysko słuchało.

Myśli tak, przez kolejne minuty, rozważa wszelkie możliwości. Pytanie nie jest tak proste, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Gdy człowiek jest zbyt pomocny, obraca się to przeciw niemu. Gdy na każdym kroku całuje w policzek, nazywają go nienormalnym, gdy zaś nie chce innym przeszkadzać, ci włażą mu na głowę.

- Nie, nie istnieje. – Odpowiada w końcu, drżącym głosem.

Ptak zrywa się, w pół piwa i papierosa, odlatuje co sił. „Egoista”, kracze. Tak, możliwe – ale gdzie jest granica między jednym a drugim? Egoizmem, empatią? Odpowiedź Bohatera była przemyślana. „Piwo proszę”, mruczy do niewidzialnego barmana, po czym odpala kolejnego ohydnego papierosa.

Brak komentarzy: