Rzecz o świecie pisana przez dwóch pragmatycznych i wizjonersko usposobionych młodych ludzi. Co prawda ocieka sarkazmem, spermą i alkoholem, ale czujcie się jak u siebie.

wtorek, 25 września 2007

[s]

[r]

Bawią się damy, bawią się chamy. Grzeczni chłopcy i dzikie mamy. Cha, cha - nie mam ochoty się bawić. Choć jest mi bardzo niezabawowo, potrafię być bardzo śmiechowy i uśmiechaty. Czy to nie ironikurwaczne?

[q]

Kiedy kogoś strzyka w kościach, to znaczy, że pogoda się zmieni. A mnie strzyka w sercu - to może oznaczać tylko zmianę pogody w moim życiu. Niech chociaż ona będzie stabilna, błagam. W końcu nie potrzebny mi są deszcze, wylewy. Takie rzeczy mogą prowadzić do podtopień i zawałów. Ja mam tam stan pewnej globalnej stabilizacji, w której mój mięsień odnajduje się jak we własnym cholernym worku osierdziowym. I ja się tego nie wstydzę - bo po co? Po co mi erupcja wulkanu, na niewulkanicznej wyspie.

[p]

Głosik w mojej główce każe mi strasznie dokładnie dumać nad wszystkim co mi ktoś powie. W końcu, po olbrzymiej kłótni, przyznałem mu rację. Zrozumiałem logikę jego czynów. Lepiej pomyśleć, podumać, poczekać i pokumać. Lepsza taka kolejność, niż inna. Po co spierdolić i tak już nadpierdolone stosunki, poprzez najpierwgadanie - potemmyślenie? Lepiej najpierwmyśleć - potemrobić. Przynajmniej on tak mówi. A niech tam. Niech mu będzie.

[o]

Pobawmy się inaczej, niż zwykle. Po co się stresować, po co wrzeszczeć. Bądźmy arcygłupi. Bądźmy arcydziwni. Bądźmy arcyprzyzwyczajeni.

Brak komentarzy: